Łączna liczba wyświetleń :)

czwartek, 28 lutego 2013

V. Remember one thing... '

'Dwie godziny. Za dwie godziny będę w towarzystwie największych sław. Za dwie godziny będę dumnie kroczyła po czerwonym dywanie z najbardziej pożądanym Brytyjczykiem.' Ta myśl mnie przerażała. Jak ludzie zareagują, gdy dowiedzą się o mnie? Czy media zrobią ze mnie osobę publiczną? Czy zostanę ofiarą nienawiści? A może fani mnie polubią? Albo po prostu nie zwrócą na mnie uwagi... Nie miałam pojęcia. Za dużo myślałam. Musiałam się odstresować. Poszłam do barku i wyciągnęłam wino. Upiłam kilka łyków. Nerwowo krążyłam po salonie. Czas mijał szybko. ZA SZYBKO. Nawet nie wiedziałam, kiedy otworzyłam kolejną butelkę wina...
***
Straciłam kontakt ze światem. Nie potrafiłam zrobić dosłownie NIC. Najzwyczajniej upiłam się w trupa. Zalegałam na sofce, a wokół mnie walała się niezliczona ilość butelek po winie. Wszytko było takie... niewyraźnie. Widziałam niewyraźnie, słyszałam niewyraźnie i zapewne mówiłam niewyraźnie. Nie byłam pewna, ale chyba od jakiegoś czasu ktoś dobijał się do drzwi. Nie miałam siły, by wstać i to sprawdzić. Wydawało mi się, że ktoś wszedł do środka. Tak, wyraźnie dało się usłyszeć kroki. Nagle.. zapadła cisza.
- Oh, Audrey... - usłyszałam chrypliwy głos. Dostrzegałam jakąś postać, która nachylała się nade mną. Poczułam, jak ktoś dotyka mojego policzka. - Coś Ty narobiła... 
W pewnym momencie, osoba ta zarzuciła moje ręce na swoje ramiona i uniosła mnie do góry. 
- And that's what makes you beautiful... Harry? - wyszeptałam. - NO DALEJ! ŚPIEWAJ ZE MNĄ! - krzyknęłam.
- Shhhh.. Uspokój się, księżniczko.
Gdy tylko usłyszałam to słowo, mimowolnie się uśmiechnęłam. Nie wiedziałam, co chłopak zamierza ze mną zrobić. Niósł mnie... ale gdzie? Długo główkować nie musiałam, gdyż poczułam, że loczek kładzie mnie nad moim nadzwyczaj miękkim łóżku. Postanowiłam to wykorzystać, udając, że śpię. A on delikatnie i bezszelestnie nakrył mnie kołdrą.
- Znowu sam... Ja to się z Tobą mam, dziewczynko. - mamrotał jakby sam do siebie.
Łóżko trochę ugięło się z mojej prawej strony. To Harry przysiadł się obok i niepewnie złapał mnie za rękę.
- Chyba muszę Ci wybaczyć ten Twój głupi, mam nadzieję, że jednorazowy występek. - westchnął donośnie i kosmyk włosów założył mi za ucho. - Nie mam pojęcia, co Ty ze mną robisz... Jeszcze nigdy nie potrafiłem być tak pewny w tym, co robię... Cholera! - zaśmiał się ironicznie. - Zmieniasz mnie, małpeczko. Jeśli tak dalej będzie... Wow, narobię sobie u Ciebie długu. Ale póki co, to musi Ci wystarczyć. - nachylił się i z czułością ucałował mnie w czoło. - Śpij dobrze, Ary. - wstał, ale chyba nie chciał iść, gdyż czułam, że nadal trzyma moją dłoń.
Serce waliło mi jak szalone. Czy to wszystko przez alkohol, czy sama jego obecność tak na mnie zadziałała? Kurwa! Wtopa. Musiałam dalej grać...
- Eeeee... - wydukałam głosem godnego każdego pijanego człowieka. - Haa... Harry!
- Tak? - zapytał zmieszany.
- Choo.. Chodź tu. - pokazałam gestem ręki, by się nachylił.
Tak też zrobił. Zarzuciłam rękę na jego ramię i przyciągnęłam jeszcze bliżej, nasze usta prawie się stykały.
- Paa.. Pamiętaj jedno. - wyjąkałam. - Bardzo Cię lubię. 
Byłam pewna, że się uśmiechał.
- Ja już chyba sobie pójdę.. - powiedział, chociaż wyraźnie mówił to ze smutkiem.
Delikatnie wywinął się z mojego uścisku. Przymrużonymi oczami patrzałam, jak wychodził z pokoju.
- HARRY! 
- Tak? - zapytał, wychylając się zza drzwi.
- Kuuu... Kup mi mandarynki. - wybełkotałam.
Usłyszałam, jak zachichotał, a potem już nic, gdyż odpłynęłam w krainę Morfeusza... 
***
Siedziałam nieprzytomna w salonie, popijając gorącą herbatę. Byłam totalnie załamana. Wczoraj dałam ciała. Popis mojego życia. Zawaliłam sprawę. Matko! Co mnie podkusiło, by ruszać to przeklęte wino?! Jak ja się wytłumaczę Harry'emu? Nie miałam już pewnie żadnych szans u niego.
- Dzieeeeeeeeeeeeeeeeeeń dobry! - dotarło do moich uszu dość głośne przywitanie.
- Shhhhhhhh!! I tak jestem ledwo żywa... - wydukałam, pocierając skronie.
Chłopak przeskoczył sofkę i usiadł dokładnie obok mnie, otulając mnie ramieniem.
- Jak się czujesz, słoneczko? - zapytał, uśmiechając się łobuziersko.
Wzdychnęłam.
- Po co tu przylazłeś, Styles?
- Mandarynki przyniosłem, tak jak obiecałem. - odpowiedział, machając mi woreczkiem z owocami tuż przed oczami.
- Chłopie, mi są potrzebne z trzy litry wody na kaca, a nie jakieś mandarynki...
- Wiesz... - powiedział, patrząc mi prosto w oczy. - Ja chociaż dotrzymuje słowa.
Momentalnie się zaczerwieniłam. Trudno było określić, czy ze zawstydzenia czy może ze złości...
- Dupek.- wysyczałam przez zaciśnięte zęby.
Chłopak prychnął w odpowiedzi.
- Dupek, na którego lecisz.. - odpyskował, uśmiechając się triumfalnie. 
Moja twarzy przybrała wyraz zdziwionej. O co mu chodziło?
- Nie schlebiaj sobie. - burknęłam i zarzuciłam włosami. 
- Lecisz na mnie. - drążył.
- Wcale, że nie... Wmawiaj sobie. - wystawiłam mu język.
- Boże... - wyszeptał rozmarzony. - Ale Ty jesteś we mnie zapatrzona. 
- Dość tego, Styles. - warknęłam i podniosłam się z kanapy.
- Nie, stój! - chłopak pociągnął mnie za rękę i usadowił obok siebie. 
- Co?!
Harry przybliżył się do mnie na niebezpieczną odległość. Nasze czoła się stykały.
- Musisz mi się odpłacić za wczoraj. - wyszeptał. 
- Co masz na myśli?
- Chodźmy na koncert. Dzisiaj wieczorem. Co Ty na to? - zapytał, pocierając swoim nosem o mój.
- Noooooo... 
Chłopak wyczekiwał mojej odpowiedzi. Nie wiedziałam, czy się zgodzić. Ale w sumie... to była moja ostatnia, deska ratunku. 
- A czyj koncert? - spytałam, uśmiechając się przekonująco.
- Ed'a Sheeran'a. Może być?
- Czy... czy może być? No pewnie! - odpowiedziałam uradowana.
- Więc jesteśmy umówieni. - wyszeptał i delikatnie ucałował mnie w nos, co wywołało uśmiech na mojej twarzy. - W takim razie zostawię Cię teraz, musisz doprowadzić się do porządku, mała.
W odpowiedzi stęknęłam z dezaprobatą. 
- Nie przypominaj...
- Dasz radę. Skoro tak bardzo Ci na mnie zależy, musisz wyglądać naprawdę seksownie, by zainteresować mnie Twoją osobą.- powiedział, uśmiechając się cwaniacko.
- Daruj sobie, gwiazdo. - parsknęłam. 
Harry zaśmiał się. 
- Lubię w Tobie tą agresywność. To jest takie.... podniecające. - rzekł zafascynowany. - Byłaś w poprawczaku, że z Ciebie taka buntowniczka?
- Ahh, wiele o mnie nie wiesz. 
- Muszę dowiedzieć się o Tobie wszystkiego, zanim media to zrobią.
- Do zobaczenia, Harry. - powiedziałam rozbawiona.
- Pa, żabciu! Dziubaski! - odpowiedział i wybuchnął śmiechem,  następnie opuścił mój dom.

**************************************
Ludzie, jesteście niesamowici! Spełniacie każdą moją prośbę, po prostu przechodzicie samych siebie! *-* Dziękuję Wam, za te wszystkie komentarze i tak wielką ilość wyświetleń. KOCHAM WAS!! 

Chciałabym poinformować, że do następnego piątku nie będę mogła dodać rozdziału. Będę u babci, a tam niestety nie mam dostępu do internetu :( 

13 KOMENTARZY = NOWY ROZDZIAŁ 

środa, 20 lutego 2013

IV. Say it again...'

Siedziałam na werandzie i myślałam, nawet właściwie nie wiem o czym. Wspominałam ostatnie wydarzenia. NASZE wydarzenia. Ten mały incydent w tym miejscu. Analizowałam go, fragment po fragmencie. Czy to było coś poważnego? Nie wiem. Od tego czasu minęło już kilka dni. Kilka cichych dni. Harry nie dawał oznak życia. Może on uważa to za utratę godności? Może karci się za to, że mi uległ? Nie mam pojęcia. Chciałabym dostać jakieś wyjaśnienia, ale... bałam się. Bałam się spojrzeć mu w oczy. Nie chciałam, by dostrzegł to, że podobał mi się od początku. Nie chciałam mu dać tej satysfakcji. Czemu? Bo lubię zaprzeczać samej sobie. Poza tym, nie chciałam być jego kolejną, mało znaczącą przygodą. Media i tak już o nas pisały. Czy mnie to obchodziło? Nie. Może dobrym sposobem byłoby zapomnienie o tym zajściu? Warto spróbować. Głośno westchnęłam. Słońce powoli chowało się za koronami drzew. Podziwiałam ten piękny widok z zapartym tchem, do chwili gdy mój telefon oznajmił, że dostałam sms'a. Na wyświetlaczu pojawiło sie JEGO imię. Niepewnie sięgnęłam po telefon i odczytałam treść wiadomości:

Cześć księżniczko! Xx Nie wiem, co jest takiego ciekawego w siedzeniu przez kilkanaście godzin na werandzie, na dodatek samotnie... Bo wiesz, takie rzeczy robi się na starość!! Więc ruszaj swój tyłeczek, bo zaraz idziemy z moimi przyjaciółmi na karaoke (ŻADNEGO SPRZECIWU).

Karaoke? Z jego przyjaciółmi? Z NIM? To raczej nie był raczej najlepszy sposób na zapomnienie. Miałam mętlik w głowie. Jedna część mnie mówiła "nie idź, daruj sobie", ale ta druga część wręcz wrzeszczała i błagała, żebym tam poszła. W sumie... To może był jakiś znak z jego strony. Może dla niego to, co się wydarzyło, nie było zwykłą, nieświadomą sytuacją...

Wcale nie siedziałem w oknie kuchennym i nie obserwowałem Cię przez ostatnie dwie godziny ;) Xx.

Uśmiechnęłam się odczytując kolejnego sms'a. Zależy mu? No cóż, chyba powinnam była to sprawdzić... Sądziłam, że podjęłam dobrą decyzję.

***

Zblazowana sączyłam mojego drinka w loży barowej. Chwilowo byłam sama. Obserwowałam, jak moi towarzysze bawili się w najlepsze. Było tak może od godziny. W pewnym momencie Danielle, dziewczyna Liam'a, który jest jednym z najlepszych przyjaciół Harry'ego, spojrzała na mnie z uśmiechem i ruszyła w moją stronę.
- I jak się bawisz, kochana? - zapytała, dosiadając się do mnie.
- Emmm... Całkiem dobrze. - postarałam się uśmiechnąć jak najbardziej przekonująco. - Czy oni zawsze w taki dość... specyficzny sposób spędzają czas?
Dziewczyna zaśmiała się dźwięcznie.
- Powiem Ci, że znam ich od samego początku, kiedy wspinali się powoli po szczeblach sławy, jednak... Eh, nadal ich nie pojmuję. 
- Wow, więc w sumie jesteś jak ich siostra. - palnęłam.
- Można tak powiedzieć, jednak dla tego jednego, jestem może i nawet przyszłą żoną. - powiedziała rozmarzona i puściła mi oczko.- Ale wiesz, po tym, jak zobaczyłam, w jaki sposób Harry na Ciebie patrzy, to jedyne, co mogę powiedzieć, to witaj w rodzinie, siostro! - po tych słowach przytuliła mnie, chichocząc.
- Woooow, chwila, chwila. - wydukałam zaskoczona. - Co masz na myśli?
- Co się tu wyprawia? - zapytała Eleanor, siadając po mojej drugiej stronie. 
Już chciałam zdementować wypowiedź Danielle, jednak ta mnie wyprzedziła.
- Ellie, mamy kolejną parkę do kompletu. Harry i Audrey. To się tutaj wyprawia.
- O matko! Wiedziałam, że coś się święci, kiedy Louis pokazał mi Was na okładce gazety. - powiedziała uradowana.
- Ale... - wybełkotałam.
- Nawet nie wiesz, jaką chłopaki poczuli ulgę. No bo wiesz, w końcu po dwóch latach Harry może się z kimś związać. Z tego co wiem, to menadżerstwo Cię zaakceptowało! Czy to nie cudowne, Dani? - rzekła, przybijając zarazem piątkę z blondynką.
Byłam totalnie zdezorientowana. Efektownie walnęłam ręką o czoło i myślałam, co tutaj począć.
- O czym Wy do mnie mówicie? - wypaliłam w końcu. - Ja nie jestem z Harry'm, to znaczy...
- Tak, masz rację, kochana. No bo spójrzmy na to z innej strony. - powiedziała Eleanor, obejmując mnie ramieniem i wskazując palcem na loczka. - Po co spotykać się z jedynym z najseksowniejszych facetów w Wielkiej Brytanii?
- W pełni się z Tobą zgadam, El. Popatrz no tylko na niego! Przecież z niego takie niezłe ziółko. A jaki jest pożądany wśród kobiet... A ta jego ślamazarność to wcale nie jest taka seksowana! - powiedziała Danielle, nie mogąc powstrzymać śmiechu. Zaraz po tym cała nasza trójka śmiała się wniebogłosy.
Czwórka chłopców obróciła się w naszą stronę.
- Dobrze się czujecie? - zapytał blondyn.
- Stary - westchnął loczek i poklepał go po ramieniu. - Kobiety ciężko zrozumieć, a jeszcze ciężej jest uzyskać szczerą odpowiedź. Nie oczekuj na jakąkolwiek sensowną wypowiedź z ich strony. - powiedział, po czym tym razem oni zaczęli się śmiać, a my, dziewczyny, jedynie spiorunowałyśmy ich wzrokiem.
- Nie bądź taki mądry, Styles. Myślisz, że nam jest z Wami łatwo? - powiedziałam, pokazując mu język.
- A co, może nie? Praktycznie wszystko dostajecie na tacy. - odparował.
- Razem z Waszymi brudami.- wtrąciła Eleanor.
- Nie narzekacie. - odpowiedział Harry.
- Ty człowieku sobie nawet sprawy nie zdajesz, jak często potrafimy na Was narzekać. - powiedziałam, a dziewczyny pokiwały twierdząco głowami. 
- Ty jakoś nie narzekałaś od czasu ostatniego pocałunku. - rzekł, puszczając mi oczko, a cała reszta zareagowała jednym, głośnym "uuuuuuuu".


- Nie bądź taki pewny. - zarzuciłam włosami. Ze strony towarzyszy znów dało się usłyszeć taką samą reakcję.
Harry aż cofnął się do tyłu i cicho zagwizdał z zaskoczenia.


- Dobra, wystarczy tego. - powiedział stanowczo Liam. - Okej, Lanielle kontra Eleunor. DAWAĆ!!
Pary zaczęły konkurować miedzy sobą w śpiewie. Niall niczym ninja przedostał się do baru. 
- Masz niezłą gadkę, mała. - usłyszałam chrypliwy głos obok mnie. 
- Cóż poradzę, że w kłótniach potrafię użyć dobrych argumentów. - odpowiedziałam.
- Czyli właśnie przeżyliśmy naszą pierwszą, związkową kłótnię? - zapytał, unosząc brew.
- Nie nazwałabym tego kłótnią. A w szczególności nie związkową. 
Poczułam jak delikatnie obejmuje mnie czyjaś ręka. Harry delikatnie odgarnął kosmyk moich włosów za ucho i zbliżył się na niebezpieczną odległość.
- Jesteś jak magnez, dziewczyno. - wymruczał, a ja poczułam się onieśmielona. 
Teraz to ja przybliżyłam jeszcze bliżej niego, nasze usta prawie się stykały.
- Jesteś irytujący, chłopcze.- wyszeptałam i dzięki resztkom zdrowego rozsądku strzepnęłam z moich ramion rękę Styles'a.
- Na dodatek ostra... - parsknął. - Lubię takie. - uśmiechnął się chytrze i poruszał śmiesznie brwiami.
- Daruj sobie. - odpowiedziałam, wzdychając.
- Muszę Cię jakoś do mnie przekonać... - spojrzałam na niego z lekka zaskoczona, a on najwyraźniej głęboko się zamyślił. - Chcesz iść ze mną na rozdanie nagród? - wymamrotał. 
- Chyba się przesłyszałam....
- Słuchaj... - rzekł stanowczo i złapał mnie za dłoń. - Ty i ja. Jutro. Brit Awards. Co Ty na to?
- Żartujesz sobie? Mam być Twoją osobą towarzyszącą?
- Proszę... To dla mnie bardzo ważne. - powiedział i zapatrzył się w moją twarz z nadzieją.
- Nooo.. dobrze. - odpowiedziałam niepewna tego, czy to dobry pomysł.
Harry ze szczęścia mnie objął.
- Dziękuję, kwiatuszku.
- Dobra, emmm... Możesz już mnie puścić? - zapytałam wbrew swojej woli.
- Oh, jasne, przepraszam. - zrobił to, o co prosiłam, ale chyba nie był jakoś specjalnie tym uradowany.
- Wiesz... trochę tu przeholowałam, mógłbyś mnie odwieźć do domu? 
- Jasne - odpowiedział ponuro. - Będę czekał w samochodzie. - i ruszył ku wyjściu.
Trochę zdziwiło mnie jego zachowanie, ale co mogłam poradzić? Kulturalnie pożegnałam się z nowymi przyjaciółmi i podążyłam do samochodu.

***

Całą drogę żadne z nas nie odezwało się ani słowem. Harry jakby mnie zbywał. Jakbym w ogóle nie siedziała tuż u jego boku. Próbowałam go zagadać parę razy, ale zazwyczaj jego odpowiedzi były oschłe. W  końcu dojechaliśmy pod mój dom. Loczek wysiadł jako pierwszy, by jak zazwyczaj, otworzyć mi drzwi.
- Dziękuję. - powiedziałam, wysiadając.
Harry oparł się o samochód. Wymieniłam z nim po raz ostatni spojrzenia i na pięcie odwróciłam się w stronę domu. W pewnym momencie usłyszałam chrząknięcie Styles'a. Obróciłam się w jego stronę.
- Nie pożegnałaś się. 
Teatralnie wywróciłam oczami.
- Cześć, Harry. - powiedziałam,
a on przeczącą pokręcił głową i wyciągnął w moją stronę ręce.
Ujęłam jego dłonie i poczułam, jak powoli zaczął mnie do siebie przyciągać, następnie mocno objął w pasie.
- Powiedz to jeszcze raz. - rozkazał.
Delikatnie dotknęłam dłonią jego policzka i mimowolnie się uśmiechnęłam.
- Cześć, Harry. - powtórzyłam moje wcześniejsze słowa.
Przez dłuższą chwilę patrzeliśmy sobie w oczy, nadal stojąc w uścisku. W głowie miałam jeden, wielki chaos. Sama nie wiedziałam, czego tak na prawdę chcę. Ale stojąc tutaj, w świetle księżyca, przytulona do Harry'ego, który wpatruje się we mnie swoimi nieziemskimi oczami, po prostu zapominałam o całym, bożym świecie. 
W pewnej chwili pocałował mnie i nie odrywając swoich ust od moich, niby agresywnie obrócił mnie i przyparł do samochodu. 
Chyba oboje tego chcieliśmy. Całowaliśmy się zachłannie. Wręcz kaleczyliśmy swoje usta. To był jeden z najszczerszych, najpiękniejszych pocałunków, jakie w całym swoim życiu przeżyłam. 
Harry przerwał go niechętnie.
- Cześć, Ary. - powiedział, a na jego twarzy ujawniły się urocze dołeczki. Chłopak nachylił się nade mną, pocałował czule w czoło, po czym wsiadł do samochodu i odjechał...

*************************************************
Siemeczka (; Przepraszam, za opóźniony rozdział. Po prostu brakowało mi chęci i czasu, by go napisać. Ale chciałabym serdecznie podziękować, za spełnienie mojej poprzedniej prośby, co do liczby komentarzy. Przeszliście sami siebie! Tak samo mogę powiedzieć o liczbie wyświetleń. To jest dla mnie chyba najlepsza motywacja  . Jeszcze raz dziękuję za miłe słowa! :)

Jeśli macie twittera i chcecie być na bieżąco, podajcie swoją nazwę, a ja do Was tweetnę, gdy będzie coś nowego na blogu. xx

11 KOMENTARZY = NOWY ROZDZIAŁ